Jak się bronić przed katolickim syjonizmem? Kościół wyrósł ze zdrowego korzenia starotestamentowego Izraela
Spowodował on prawdziwą dyskusję i uświadomił wielu katolikom jak bardzo współczesny Kościół, co się tyczy nauki na temat Żydów, oddalił się od wcześniejszej Tradycji. Sam pisałem o tym wiele razy, pokazując, jak sądzę, najważniejsze punkty nieciągłości i zerwania.
Najważniejszym z nich, swego rodzaju superdogmatem nowej teologii soborowej i posoborowej jest przekonanie, że zawarte z Mojżeszem na Synaju Przymierze nie zostało uchylone i odwołane, a więc, że jest ono nadal wiążące. To prawdziwy kamień węgielny, na którym to wspiera się konstrukcja całej nowej doktryny. Konsekwencją tego stanowiska musi być powstanie katolickiej wersji tego, co nazywa się „chrześcijańskim syjonizmem”, a więc ideologii pozornie motywowanej religijnie, faktycznie zaś stanowiącej zaplecze dla agresywnej polityki podbojów, którą to prowadzi Izrael.
Katolicki syjonizm, który tak wyraźnie objawił się w Polsce za sprawą listu biskupów, obudził z letargu i drzemki wielu obserwatorów. Stąd też szereg uzasadnionych, krytycznych i, mniemam, zasadnych głosów krytycznych. Niektóre z nich pojawiły się ostatnio na stronach pch24.pl w wydanym, nowym numerze kwartalnika. Dla Czytelników DoRzeczy.pl ja z kolei wybrałem fragment książki księdza profesora Waldemara Rakocego, pod wielce wymownym tytułem: „Verus Israel. Rzecz o Żydach, którzy nie przyjęli Mesjasza”. Warto te różne teksty czytać, bo to najlepszy sposób obrony przed zalewającą nas zewsząd propagandą.